Internet miał być miejscem swobodnej wymiany myśli, a dla wielu młodych osób stał się przestrzenią, w której wybuchają emocje trudne do udźwignięcia w świecie offline. Gdy dziecko wpisuje obraźliwy komentarz, często nie myśli o tym, że po drugiej stronie ekranu jest ktoś, kto to przeczyta i zabierze ze sobą na cały dzień. Dorośli widzą w hejcie brak wychowania, a młodzi – sposób na rozładowanie napięcia, zamanifestowanie się albo uzyskanie reakcji, której brakuje im w realnych relacjach. Im bardziej cyfrowa staje się codzienność, tym wyraźniej widać, że zjawisko agresji online nie jest przypadkowe.
Ukryte napięcia, które wylewają się w sieci
Dzieci coraz częściej żyją w ciągłym przeciążeniu: presja szkolna, oczekiwania rówieśników, porównywanie się w mediach społecznościowych i poczucie, że trzeba być stale obecnym. Kiedy młody człowiek nie potrafi poradzić sobie z narastającym stresem, internet staje się bezpiecznym wentylem. Bez bezpośredniego kontaktu wzrokowego łatwiej napisać coś ostrego, łatwiej też nie dostrzec konsekwencji. Hejt daje chwilową ulgę – wyrzuca złość, odsuwa poczucie bezsilności, daje złudzenie kontroli.
W sieci trudno zatrzymać impuls. Komentarz powstaje szybciej, niż emocje opadają, więc dziecko często dopiero po publikacji zauważa, że przesadziło. Brak natychmiastowej reakcji drugiej osoby tworzy złudne wrażenie, że nic wielkiego się nie stało.
Poczucie anonimowości, które kusi
Dla dorosłych anonimowość jest iluzją, dla dzieci – obietnicą niewidzialności. Wydaje się, że można powiedzieć wszystko, bo nikt nie pozna autora. Młodzi nie mają jeszcze ugruntowanej świadomości, że komentarz może wrócić po tygodniach, a czasem lat. Chwilowa odwaga rośnie, kiedy wokół pojawiają się inni, którzy robią to samo. Tak rodzi się efekt tłumu – trudny do powstrzymania, gdy algorytmy podpowiadają kolejne treści, a reakcje znajomych podsycają poczucie wyjątkowości.
Zranieni ranią innych
Wielu nastolatków, którzy hejtują, sami doświadczyli wyśmiewania, odrzucenia, presji w domu lub w szkole. Przemoc online bywa niezdarną próbą odbudowania własnego znaczenia. Jeśli dziecko czuje się niewidzialne, ośmieszone albo stale oceniane, łatwo przejmuje rolę napastnika, bo w tej roli przestaje być słabe. Hejt staje się tarczą. Niestety, to tarcza, która potrafi zranić innych równie mocno, jak kiedyś zranił ktoś ich.
Media społecznościowe jako scena
Dawniej konflikty wśród młodzieży wybrzmiewały na przerwach. Dziś toczą się na oczach całych społeczności. Każdy komentarz, mem czy nagranie jest publiczne i zostaje w obiegu długo po tym, jak emocje opadają. Ta stała widownia sprawia, że agresja nabiera charakteru spektaklu – chodzi o reakcję, śmiech, lajki. Dziecko może poczuć, że mocne słowa przynoszą popularność, a milczenie oznacza zniknięcie z radarów rówieśników.
W świecie cyfrowym młodzież konstruuje swoją tożsamość na bazie opinii i reakcji. Jeśli dominuje przekonanie, że ostre komentarze są normą, dzieci zaczynają traktować je jak żart lub rodzaj gry. Trudniej wtedy dostrzec granicę między stylem bycia a realną przemocą.
Skąd rodzic ma wiedzieć, że coś jest nie tak?
Dzieci często nie mówią o tym, co dzieje się w internecie – boją się konsekwencji, wstydu albo odebrania telefonu. Mimo tego ciało i zachowanie potrafią sygnalizować napięcie, które młody człowiek nosi w środku. Niepokojące mogą być:
- nagłe wyciszenie po odczytaniu wiadomości, unikanie spojrzeń, napięcie w ramionach, płacz „bez powodu”;
- zmiana rytmu dnia: problemy z zasypianiem, szybkie wybudzenia, nerwowe sprawdzanie telefonu albo wręcz przeciwnie – całkowite unikanie urządzeń.
Czasem uderza również spadek apetytu, drażliwość, silne reakcje na drobiazgi lub pogorszenie wyników w szkole. To moment, w którym rodzic powinien zatrzymać się na chwilę i zapytać, co tak naprawdę dzieje się w życiu dziecka – nie po to, by ocenić, ale by usłyszeć.
Jeśli młody człowiek reaguje histerią na myśl o pójściu do szkoły, nie chce spotykać się z rówieśnikami albo unika rozmów o tym, co dzieje się online, może doświadczać przemocy cyfrowej. Psycholog dziecięcy często zwraca uwagę, że pierwszym krokiem jest stworzenie przestrzeni, w której dziecko poczuje, że nie musi niczego ukrywać. Dopiero potem można zacząć szukać sposobów na odbudowanie poczucia bezpieczeństwa.
Kiedy dziecko rani innych w sieci
Rodzice nie lubią myśleć, że ich syn czy córka może być sprawcą przemocy. Tymczasem to zdarza się często, a młodzi rzadko rozumieją wagę swoich działań. Warto rozmawiać nie tylko o tym, czego nie wolno, lecz także o tym, dlaczego pewne zachowania krzywdzą. Dziecko potrzebuje wsparcia także wtedy, gdy jest stroną atakującą. Zwykle nie działa z chłodną kalkulacją, lecz z bezradności lub złości.
Pomocne może być wyjaśnienie, jak wygląda sytuacja osoby po drugiej stronie, jakie emocje mogą budzić konkretne słowa i jak można naprawić relację. Czasem dopiero praca z terapeutą pomaga dziecku dostrzec, że hejt był ucieczką od własnego bólu. Psychoterapia dla dziecka ułatwia zrozumienie impulsów, które popychają je do agresji, oraz uczy budowania bardziej bezpiecznych sposobów wyrażania emocji.
Dorośli mogą odwrócić ten trend
Agresja w internecie nie pojawia się znikąd. Rodzi ją napięcie, poczucie braku wpływu, samotność i chęć uzyskania reakcji. Dzieci potrzebują dorosłych, którzy patrzą uważnie i reagują, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli. Rozmowa o tym, co dzieje się online, nie powinna być jednorazową interwencją, lecz stałym elementem codzienności. Kiedy młody człowiek słyszy, że nie jest sam ze swoimi emocjami, przestaje szukać ujścia w hejcie. A wtedy internet staje się trochę mniej wrogi – dla niego i dla innych.
Materiał partnera

